sobota, 5 maja 2012

ROZDZIAŁ I


*Paulina*
Gdy wracałam ze szkoły z zakończenia roku szkolnego przyszła wiadomośc od mamy. ,,Paulino, tata znalazł pracę w Londynie. Przeprowadzamy się tam. Tata wyjeżdża już w poniedziałek, załatwi nam tam dom i wszystko będzie dobrze. My do niego dolecimy w piątek.". Od razu przyszło mi na myśl, że dzisiaj 1 kwietnia, ale nie.. Był tylko 25 czerwca.. Czyli to nie żarty. Ale przeciesz miał miec pracę w Polsce i to jeszcze w Warszawie, szef nagle zmienił decyzję? Przeciesz planował ten wyjazd już od miesiąca. A my byśmy nie musiały się nigdzie przeprowadzac. Szybko zadzwoniłam do Ani. Nie odbierała, wyłączyła telefon. Noo, akurat teraz, jakby nie mogła później! Całą drogę milczałam i rozmyślałam, co teraz będzie, jak się będę widywała z Anią, gdzie będę chodziła do szkoły. Nie obawiałam się, że się tam niedogadam, bo na dodatkowy angielski uczęszczałam od 10 lat. Rozmawiałam już z niejednym Amerykaninem. Ale nie spodziewałam się nigy, że tam zamieszkam... Weszłam do domu. Rodziców nie było i co teraz? Jak się dowiem czy to prawda i czy musze się żegnac z Anią? Tak, zostawili jakąś karteczkę. ,,Jedziemy załatwic nam dom w Londynie. Jak byś coś chciała to dzwoń. :)" Biorę telefon i jeszcze raz wykonuję połączenie do Ani. Jest, włączyła telefon. Nagle słyszę zamias Ani jakiś męski głos. Mówi po angielsku.. Czyżbym już pomyliła numery? Nie to Ani. Nagle słychac głos Ani.
-Ania?
-No tak, a kto inny?
-No nie wiem, zaraz u Ciebie będę.
-Teraz?
-Jest wielka sprawa.
-U mnie jest brat z Londynu, ale możesz przyjśc, pewnie chętnie Cię pozna.
-No dobra, będę za 10 minut.

*Ania*
Ciekawe co się stało, że to takie ważne. Mam nadzieję, że jednak nie wyjeżdża do Warszawy z powodu pracy jej ojca. No, ale Karolina by się ucieszyła gdyby Paulina znikneła stąd. Hmm...
-Ania, czemu Ty jeszcze stoisz przy tym telefonie, przeciesz skończyłaś już gadac!- słyszę głos Macka.
No już się niecirpliwi..
-Paulina ma zaraz do mnie przyjśc, bo ma ważną sprawę.
-Ooo, ta ładna z którą masz zdjęcia?
-Jakie zdjęcia?
-O te.
I pokazuje mi nasze wspólne zdjęcie, które stoi w ramce.
-Tak, ta.
Maciek się ucieszył. Ciekawa jestem czy będzie z nią rozmawiał po polsku czy po angielsku tak jak ze mną.

                     ---------------------------------------
No więc, przepraszam że dodaje dzisiaj a nie wczoraj. Nie dodałam w piątek, ponieważ z domu wyszłam o 10:00 a wróciłam 22:30. Trzeba korzystać z wolnego. Codzienne wypady z przyjaciółką rowerami. Jakby tak wszystkie kilometry zsumować, które przejechałyśmy to by wyszło ponad 100. Przynajmniej się nie nudzę w domu i nie siedzę cały czas przy komputerze. Współczuje tym co siedzą całymi dniami w domu, bo jest albo za gorąco, albo jeszcze inne przyczyny wymyślają. A co do rozdziału, to wiem nie jest za bardzo ciekawy. Ale akcja dopiero się zaczyna od 4 czy tam 5 rozdziału. Mam nadzieję, że do tego czasu Was nie zanudzę, jeżeli oczywiście ktoś z Was czyta mój blog. Więc jeżeli czytacie to proszę zostawić komentarz pod tym postem, abym wiedziała, że ktoś to jednak czyta. Bo nie opłaca się prowadzić bloga, jak nikt tego nie czyta. Oceniajcie, dawajcie wskazówki, chętnie korzystam z rad innych. Następny rozdział postaram się jutro włożyć, ale nie obiecuję, bo jadę z koleżankami na rowery, potem na sesje zdjęciową, a potem do mnie rodzina jeszcze przyjeżdża. No więc, na dzisiaj to chyba tyle, bo się spieszę troszkę. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz